zielony spontan

Wracałam dzisiaj z porannej jogi rowerem miejskim, a na rowerze – wiadomo – człowiek jest wolny. Skręciłam zatem z prostej drogi do domu i wstąpiłam na BioBazar. Podobno robi się modne kręcenie nosem na hipsterskie słownictwo i teraz chadza się na targ, ale z moim skrzywieniem tureckim preferuję nazwę bazar (pazar).

Właściwie straciłam kawałek serca do tych miejsc, przede wszystkim ze względu na ceny i tzw. przerost formy nad treścią. Ale lubię jedzenie, wyszukiwanie kulinarnych ciekawostek i inspiracji, więc wpadam, żeby nawet tylko popatrzeć.

Tym razem nie zawiodłam się. Nawet nie weszłam do hali z kosmicznie wycenionymi pomidorami i byle jakimi serami. Moją uwagę przykuła zielenina na stoisku u Pana Benedykta – mlecz, pokrzywa (którą trzeba sumiennie podcinać, by nie wyrosła i zakwitła) oraz dziurawiec (na wątrobę, jeżeli ktoś ja ma – dodał Pan Benedykt).

Miałam mało pieniędzy, więc kupiłam najpierw tylko pęczek pokrzywy i mleczu. – Pani bierze wszystko, a pieniądze za tydzień. Jednak tydzień to sporo czasu, kto wie, co wtedy będzie. Pojechałam do bankomatu, zatankowałam portfel i wróciłam po resztę.

2014-07-26_biobazaar_1702_r

Jestem właśnie po sałatce z mleczu (dodałam znowu physalis, pomidory, czosnek, łyżkę syropu z granatu i oliwę) i czekam, aż mnie zdrowie zacznie rozpierać.


23 responses to “zielony spontan

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: