pomyłka

Pojechałam w Tatry. Kupilam bilet na autobus nocny rodem PKS Ciechanów i pierwszy raz nie mogłam się ułożyć w fotelu i zasnąć na całą noc. Śniły mi się trzy niedźwiedzie (dwa duże i jeden mały) goniące moją przyjaciółkę (którą wcześniej zapraszałam na wspólny wyjazd nad morze za tydzień – odmówiła) i lwa. Wszyscy biegli wprost na mnie. Krzyczałam do niej, żeby skręciła w prawo, chociaż teraz widzę, że źle jej krzyczałam bo to było jej lewo. W każdym razie, tam było z górki, a niedźwiedzie wolniej biegną z górki, bo mają krótkie łapy przednie. Obudziłam się.

Doba zaczynała się od 14stej w mojej kwaterze, ale byłam tam już przed 8-smą. Obudziłam gospodarzy dzwoniąc na numer podany na kartce i opatrzony komentarzem “jesteśmy pod xxx-xxx-xxx :)”. Otworzyła mi zaspana czarnowłosa, pokazała mi pokój, na poddaszu, bo ten zarezerwowany przez bókingdotkom to trójka, a właśnie jej się takowa trafiła w ostatniej chwili. Był niegotowy, ten pokój, ale zrobiła go, mimo, że doba zaczynała się o 14stej.

image

Pokój z widokiem.

Wyszłam na trasę, była lampa. Nie wiem kiedy, ale zanim doszłam do schroniska na Polanie Chochołowskiej, mózg mi się już zagotował. Miałam w plecaku trzy kanapki na trasę, a w portfelu niecałe 20zł, bo piątak poszedł na bilet wstępu na teren TPN. Zjadłam jedną kanapkę i dokupiłam do niej kiełbasę, chleb posmarowałam musztardą, bo nie dają masła. Jak w polskim szpitalu. Klęłam pod nosem, że nie miałam więcej pieniędzy. W sumie często to robię.

image

Zamówiłam kiełbasę. W zestawie nóż z dziurką. Starał się o rolę w Misiu, ale przegrał z łyżką.

image

A mogłam zamówić to.

Dalej w górę było już tylko gorzej. Lampa dawała się we znaki, potem pojawił się zasięg i nadeszły złe wiadomości, a ja głupa głupia głupia na nie odpowiadałam, jak zahipnotyzowana sarna stojąca na drodze, oślepiona światłami samochodu. Nadciągnęły chmury, spadł grad, zaczęło grzmieć. Dlaczego mnie to życie tak łoi. Nie miałam ochoty przeczekać w kosodrzewinie. Stchórzyłam, wróciłam. Po drodze mijałam panią siedzącą na kamieniu, jeszcze nie starszą, ale już nie młodą. Miała otwartą parasolkę, a trochę dalej stał jej młodszy towarzysz ze spuszczoną głową. “Daleko jeszcze na Grzesia?” Nie widzisz, że teraz nie wolno mnie pytać, zwłaszcza w tych sandadłkach? “Daleko. Zwłasza w tych sandałkach. I burza jest, deszcz pada.” Najwidoczniej za mało jadu wysączyłam, bo usłyszałam radosne i pełne nadziei “może przejdzie”. I przeszło. Gdy tak siedzialam w schronisku, patrzyłam jak się tam na górze przejaśnia. Ale mi, niestety, też już przeszło.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: