moje brązowe kciuki

W angielskim jest takie wyrażenie – green thumb – na osobę, która roślinom potrafi zrobić dobrze. To nie o mnie. Ja mam tzw. brązowy kciuk i uśmiercam wszystko, co zielone. Z tegorocznych ziół, które jeszcze miesiąc temu tak pieknie zieleniły się na balkonie, zostało niewiele. I nie są to hipermarketowe mimozy. Miętę da się chyba jeszcze odratować. Obydwie bazylie, jeden z dwóch pomidorów (drugi ledwo zipie), tymianek, rozmaryn, pietruszka popełniły Harakiri. Lubczyk i melisa jeszcze nie podjęły decyzji co dalej. Nie wiem co robię nie tak, ale najwidoczniej moje towarzystwo jest dla ziół nie do zniesienia. Bardzo mnie to dołuje i oczywiście biorę to jako kolejny przykład mojego życiowego nieudacznictwa. Nie wiem jak w kontekście powyższego traktować zatem entuzjastyczny rozrost i zakwitanie pelargonii i komarzycy. Pewnie nie dane jest mi to, na czym mi najbardziej zależy. Taka karma.

I w takich momentach tęsknię za tureckimi bazarami i spożywczakami, gdzie dorodne zioła kupowałam na pęczki za grosze nie martwiąc się o swój ogrodniczy talent.

image


One response to “moje brązowe kciuki

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: