robi się i robi się… i nadal się robi

Jabłka wstawiłam, na ocet. Wg. tego przepisu powinien być gotowy w ciągu czterech tygodni, a wg. tego nawet w ciągu dwóch.

Pierwszy sęk w tym, że nie zapisałam daty rozpoczęcia tej octowej operacji, a do czasu miałam zawsze dosyć pobłażliwe podejście: często przymykałam oko, gdy nie zawsze udawało mu się skoordynować jego upływ z moimi planami. Tak na przymrużone oko, miesiąc z pewnością już minął. Ale czy dwa lub dwa i pół…?

Przez długi czas nic się nie działo z tym octem-wanna-be. Na początku był zwykłą słodką wodą z kawałkami jabłek. Jednak powoli przeistaczał się w gęsty syrop i chyba nawet przez chwilę widziałam coś, co mogło być zalążkiem matki. Trochę się martwiłam tą słodkością, bo żadne z próbowanych przeze mnie kupnych octów nie były słodkie.

Codziennie wtrząłam, ale nie mieszałam, słoikiem, żeby uwolnić zbierający się gaz. Od czasu do czasu smakowałam; nadal był słodki, chociaż coraz mniej. Uwydatniły się nuty drożdżowe, a w pewnym momencie pojawiła się kwaskowość.

Dzisiaj mikstura w słoiku nadal jest lekko oleista, pozostał cień słodkości i echo odległej szansy na wino.

Drugi sęk w tym, że działam po omacku. Mogę jedynie porównać do rzekomo ekologicznego octu jałbkowego ze sklepu. Jeżeli to ma być punktem odniesienia, to zamelduję się z następną aktualizacją za rok.

Ahoj.

image


9 responses to “robi się i robi się… i nadal się robi

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: