Monthly Archives: April 2016

every little thing

Może nie takich dobrych wiadomości oczekuję ostatnio od życia, ale hej… Turecki Market otworzył nową filię na Marszałkowskiej i wpadłam tam dzisiaj przy okazji bycia w okolicy. Ku mojej uciesze, w końcu trafiłam na şalgam marki Doğanay, czyli napój fermetnowany z czarnej marchwii.

Kiedyś można było kupić w Samirze, ale potem zostały im jakieś niesmaczne produkcje na rynek niemiecki. Ledwo poznałam z nowym, nowoczesnym logo.

image

Trochę później tego samego dnia zawitałam u rzeźnika Mustafy i wzięłam na próbę biber ezmesi, czyli ostrą pastę z papryki. Trochę nie pasował mi emulgator jako składnik, ale mimo wszystko, wrażenia pozytywne, jutro rano będzie jazda na ostro, że tak powiem.

image

W każdym razie, pasta świetnie sprawdziła się jako dodatek do köfte.

image

Aha, i pamiętajcie o cukierni Tudel w podziemiach w Centrum (albo daleko w Raszynie). Znajdzie się małe Conieco do tureckiej herbaty po kolacji.

image


happy end i reinkarnacja przed śmiercią

Zabrakło mi miejsca na kuchennym stole zastawionym wszystkim i niczym. Przesunęłam deskę do krojenia i bęc bum trach. Kurwa.

image

Zostały mi dwa stare ulubione kubki i właśnie jeden z nich się, delikatnie mówiąc, uszczerbił. Chociaż trzeba mu przyznać, jest twardy. Można było myśleć o rewiatlizacji. Byle nie klejem, bo trucizna, itp.

Długo nie szukałam w necie. Znalazłam pracownię, w której dziewczyna robi biżuterię ze starych talerzy, kubków, itp. Biżuteria z talerzy. Oddałam kubek, oddałam odpryski i dałam wolną rękę.

Oto wyniki. Jestem kontent. Bałdzo.

image

image