Category Archives: Ogólnie: nie ogarniam

muszę szybko napisać, bo nie wytrzymam

Zbieram się do napisania większego wpisu na temat krótkiego pobytu w Bangkoku, ale zanim to zrobię, muszę napisać tu i teraz, natychmiast, bo dłużej nie wytrzymam tego milczenia.

Otóż. Zjadłam robale. Skromnie, bo tylko dwa rodzaje, ale. Też ilościowo nie zadużo, ale nie dlatego, że się brzydziłam albo nie smakowały, tylko czasem mam alergie na krewetki (zwłaszcza te w pancerzach) i podobno na owady opancerzone mogę mieć również.

Oto one.

Larwa bambusowa (non pai) – praktycznie bez smaku, czuć tylko tłuszcz, w którym była smażona. Jest wysmażona na wiór. Rozpuszcza się na języku.

Świerszcz (tak ga tan) – również smażony na głębokim tłuszczu, ale fajnie chrupiący i w przyprawach – mój faworyt. Może dlatego, że wychowałam się przy Filipie, tym od Mai, i czuję jakąś więź.

Poza tym, były też żaby, które juz kiedyś jadłam, ale te nie były najlepsze. Smażone w cieście na głębokim tłuszczu. Nie były chrupiące, raczej gumiaste.

Dziękuję za uwagę!


nieuchronna wola moich demonów

Kierat 2016 – relacja, część I …ciąży nade mną niczym fatum nad bohaterami tragedii greckiej. Ale, żeby nie popaść w zbędny patos, bo w końcu mówię tylko o spakowaniu plecaka na Kierat, sparafrazuję prostymi słowami: znowu zje*ałam. No, może nie wszystko, bo buciory kupiłam z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, a spodnie, dopinaną torbę do plecaka i stuptuy całe […]

via nieuchronna wola moich demonów — I Started Training Only Yesterday


love is in the air

Widok z 22-go piętra.

image


ku przestrodze

Pisałam już wczoraj, żeby nie zawracać sobie głowy noworocznymi postanowieniami. A jednak sama dałam się wciągnąć w tę sekciarską lekturę. Przy każdym kliknięciu w kolejny link powtarzałam sobie, że jestem odporna,  że mnie to nie rusza, a przeglądam tylko z ciekawości.

Jednak z każdym przeczytanym artykułem moja czujność słabła i w końcu wpadłam. I to nie w jakiś detoks cukrowy albo inne “od nowego roku biegam“. Nie. Poszłam w hardkor. Zaczęłam rozważać tzw. suchy styczeń. 31 dni bez alkoholu.

To nie mogło ujść płazem. Trzask! Prask! Kabum! Pfffszszsz! Pojawił się nagle Duch Szkockiej Whisky i strącił, tuż pod moje stopy, jedną z dwóch zakupionych dzień wcześniej butelek.

Powinnam była rozpaczać, wyrywać włosy z głowy. Tymczasem przyglądałam się rozgrywającej się tragedii bez emocji. Co więcej, ogarnął mnie dziwnie błogi spokój i dopiero po chwili zrozumiałam, że do mózgu dotarł zapach dymu, torfu i morskiej bryzy.

Z transu wyrwał mnie Duch pogardliwym “oszczędziłem ci sprzątania odrobinek szkła, bo butelka była jeszcze w pudełku. Ale na przyszłość, nie wkurwiaj mnie.”

Dwa razy nie trzeba mi powtarzać, nie będę igrać z losem. Czego i Wam, Drodzy Czytelnicy, serdecznie radzę.

10724178_1950724075153714_1522264826_n


porady od serca na Nowy Rok i nowy rok

Może jeszcze nie jest za późno i zdążycie przeczytać jak poprawnie odpalać sylwestrowe (i nie tylko) petardy i rakiety. Albo w ogóle dajcie sobie z tym spokój.

image

Możecie sobie też odpuścić jedno z najpopularniejszych z noworocznych postanowień. To bez sensu.

Wersja do przeczytania tutaj.


wesołych melodii

I strojnej choineczki.

2015-12-24 17.07.43


#ilovemycat

image

Początki nie były łatwe, gdy razem zamieszkaliśmy. Ja zielona kociara, Lucek prosto z ulicy. Jakoś wtedy obejrzałam tę instrukcję obsługi kota i pomyślałam, że dużo czasu minie, zanim Lucek pozwoliłby mi na taką poufałość. Okazało się jednak, że w ciągu prawie dwóch lat zżyliśmy się z Luckiem jak łyse konie koty i nawet niedawno zastanawiałam się jaki poziom bliskości osiągnęlibyśmy po np. dziesięciu latach bycia razem. Nie wiem i nie dowiem się, bo Lucka zabrała dzisiaj okropna, nieuleczalna kocia choroba. Lucek był kotem wyjątkowym (wiem, każdy tak mówi o swoim zwierzaku, ale ja mam na to świadków). Uwielbiał podróżować komunikacją miejską, chodzić na spacery na smyczy w ogrodzie za blokiem i miziać się na powitanie przez minimum 10 minut. Nie strzelał fochów, jadł bez wybrzydzania i tylko raz nasikał na materac. Swoim radosnym i towarzyskim nastawieniem zdobywał sympatię wszystkich, którzy go spotkali. Nawet właścicieli mieszkania, które wynajmuję. Gdyby Lucek byłby facetem-człowiekiem, to byłby naprawdę równym, wyluzowanym gościem. I z pewnością jarałby jointy i słuchał dobrej muzyki. Gdy już leżał na moim łóżku bez świadomości i powoli przestawało bić mu serduszko, napuszył mu się ogon – taki Luckowy akcent na zakończenie.

Czas posprzątać zabawki i zacząć znowu zamykać drzwi od łazienki.