Tag Archives: zapiekanka

Tak szybko, że nie zdążyłam zjeść

Nakupowałam wczoraj trochę warzyw i chciałam zrobić szybką zapiekankę, trochę sera, itp.

Aby wszystko szło szybciej i sprawniej, popijałam sobie smaczne piwo pszeniczne. A te brązowe kulki na dole zdjęcia to podobno słodkie ziemniaki. Wczoraj nawet jednego zjadłam na surowo, zanim wygoooglałam, że to bataty. Faktycznie, są słodkie. A nie wyglądają (na ziemniaki). Wracając do warzyw, na razie nie mam żadnych przyborów kuchennych typu obierak, tarka, itp, zatem to szybko wcale nie było takie szybkie. Za to piwo znikało dosyć szybko. Najpierw przygotowałam farsz zapiekanki:

  • Marchewka: pokroiłam w cienkie plastry, następnie w słupki, a w końcu w drobną kostkę.
  • Seler: głównie liście i cienkie gałązki
  • Trzy pomidory: odarte ze skórki i drobno pokrojone
  • Czerwona papryka: pokrojona w kostkę
  • Biała cebula: pokrojona w piórka
  • Ostra papryczka: nie wyrzucałam nasion, cały ogień poszedł w potrawę.

Wszytko wrzuciłam na patelnię i dusiłam, aż warzywa zmiękły. Zdjęłam z ognia i dopiero wtedy dodałam posiekany czosnek i wszystko wymieszałam. Odstawiłam. W międzyczasie pokroiłam bakłażana w plastry, posmarowałam oliwą, posypałam solą i pieprzem z dwóch stron i wrzuciłam do piekarnika, aż zmięknie. W naczyniu żaroodpornym ułożyłam warstwy: plastry bakłażana, liście szpinaku (takie grube, mięsiste), farsz warzywny, liście bazylii, ser, bakłażan. Wystarczyło składników na dwa razy. Włożyłam do piekarnika na czas jakiś. Potem piekarnik wyłączyłam i zostawiłam w nim zapiekankę na noc. Rano włożyłam do lodówki. Można odgrzewać na patelni, w piekarniku lub jeść na zimno. Ostrożnie z ilością selera, bo dominuje.

Advertisements

1 US stick of butter = 118.294118 milliliters*

Od początku. Nieuchronnie zbliża się kolejny sezon grzybowy, a moje zapasy grzybowe nie maleją. Robię zatem takie i inne zupy grzybowe i szukam inspiracji na coś innego niż sos grzybowy. Moją uwagę zawsze przyciągają zapiekanki i inne quiche. W roli dzikich grzybów wystąpiły kurki (świeże, ale mrożone).

Najpierw przygotowałam nadzienie: W garnku rozpuściłam masło, wrzuciłam posiekane białe części szczypiorku, a po około minucie dodałam drobno posiekane kurki. Trochę pomieszałam i zalałam słuszną ilością wina, dodałam pieprzu i soli – wystarczająco na cały quiche. Gdy wino wyparowało, kurki odstawiłam do wystygnięcia. W osobnym naczyniu zmieszałam dwa jajka z 100ml śmietany 30%, startym serem, startą skórkę z jednej cytryny, pociętymi zielonymi częściami szczypiorku i przeciśniętym przez prasę czosnkiem (a nawet trzema ząbkami). Wszystko ładnie zamieszałam moim nowym mikserem.

Ciasto. Należy pociąć zimny stick of butter* (a nie całą kostkę) i rozdrobnić z wcześniej lekko posoloną mąką. W trakcie rozdrabniania dodać trzy łyżki wody.

Ciasto ułożyłam w formie, ale zbyt duża ilość masła spowodowała, że ciasto się spociło i wybrzuszyło i trochę czasu zajęło zanim się upiekło – w sumie brzegi były już przyrumienione, ale środek nadal… maślany. Ale w końcu się udało i wlałam do formy nadzienie. Udało się. Proszę zobaczyć. Wygląda nieźle, smakuje jeszcze lepiej.

 


To nie jest śniadanie!

To jest sałatka… w głosie słyszę zarzut i rozczarowanie. Jest małe, lekkie i szybko znika. To jest pieczarka portobello, jej kapelusz pokrojony w plastry przykryte startym korzeniemtrzonem, kozim serem, hiszpańską wędzoną papryką i tymiankiem. With cherry on topZ suszonymi ziarnami czerwonego pieprzu*. Przed włożeniem do piekarnika posypałam wiórkami startego, zimnego masła. Po kilku chwilach przełożyłam pieczarkę na talerz, a pozostały sos wytarłam cienkimi kromkami chleba, które też lekko zapiekłam w piekarniku. Podałam z roszponką w tle, polaną oliwą i posypaną płatkami soli morskiej.

*Kiedyś przełożyłam do miski kapary marynowane w occie, bo potrzebny był mi słoik. Włożyłam do lodówki i zapomniałam. Po jakimś czasie wyciągnęłammiskę, a w niej ujrzałam wysuszone kapary z kryształkami soli. Świetnie się kruszyły w palcach, więc posypywałam nimi sałatki i inne. To samo zrobiłam więc z pieprzem. Jeszcze nie jest tak zupełnie wysuszony, ale podejrzewam, że tak łatwo nie da się pokruszyć jak kapary.


Sobotnie sprzątanie

Z kąta łypie na mnie zimny odkurzacz, garderoba trzaska wieszakami. Odwracam oczy w stronę sufitu, gdzie wzrok wpada w pustą pajęczynę. Nie ma co, trzeba się zabrać. Za wymyślanie czynności zastępczych: sprzątanie lodówki. Po pierwsze, do czynności zastępczych nie należy podchodzić na pusty żołądek. Kawa już wypita, ale to nie zastąpi śniadania. Z lodówki wyjmuję dobrze schłodzone ciemne miodowe piwo z Browaru Fortuna.

Kilka łyków wzmacnia ciało, podrywa umysł – człowiek jest gotowy do działania.  Od razu chce się przesypywać zawartości słoików, uzupełniając luki, by w końcu uzyskać jeden pusty. Do niego wlewam wodę i zasypuję mąką żytnią. Kiedyś z tego będzie chleb.

Kolejne łyki piwa, bo zmęczenie się skrada. Po drugie, trzeba włączyć muzykę, a najlepiej odświętną, np. Johnny Cash. Z poczuciem misji sprzątam lodówkę. Wyjmuję cztery czerwone papryki, które klaszczą do muzyki w rytmie s.o.s. Tak, sos pomidorowy będzie. Był już wcześniej przygotowany i cierpliwie czekał na swój koniec. No nic, parpyczkom ucinam zielone czupryny, a w osobnym naczyniu mieszam wcześniej zmieloną z czosnkiem, podlaną odrobiną czerwonego wina i posypaną chili różową świnkę z ww. sosem i ugotowanym ryżem. Faszeruję tym wszystkim papryczkę, układam w żaroodpornym naczyniu i wkładam do nagrzanego piekarnika. Po jakimś czasie wyjmuję, polewam resztą sosu, chlapię śmietaną, posypuję suszonymi liścmi kasoori methi i parmezanem. Wkładam ponownie do piekarnika na  minut. Gdy jest gotowe, nalewam czerwone wino do szklanki. Dobrze jest tak zaaranżować wszystko, by talerze ukryć (np. na balkonie), a do kuchni nie wchodzić do poniedziałku. Tzn. najlepiej mieć w pobliżu zapas alkoholu, portfel i telefon z wgranym numerem do ulubionej pizzerii. Smacznego!